Granice
komunistycznego państwa Arstotzka zostały otwarte! Glory to Arstotzka!
PRODUCENT:
Lucas Pope
KATEGORIA:
PC & Mac
"Papers,
please" to kolejny twór pana Lucas'a Pope'a. Pierwszą rzeczą która
uderzyła mnie po uruchomieniu to grafika. Jest prosta i raczej mało kolorowa,
ale widać jak bardzo ten zabieg był celowy kiedy wciągnie nas klimat komunizmu.
PIERWSZE KROKI
Na
samym początku odbywa się losowanie, które niestety udało nam się wygrać.
Otrzymaliśmy pracę i wraz z rodziną musimy natychmiastowo przenieść się do
Wschodniego Grestin. Grestin to jak, dowiadujemy się chwilę później, jest
miejscem gdzie zostały otwarte granice do naszego wspaniałego kraju. Tutaj też
przyjdzie nam pracować.
Pierwszy
dzień to głównie nauka. Uczymy się jak "przyjmować" ludność, która
chce odwiedzić lub przenieść się na stałe do naszego wspaniałego narodu. Wołamy
delikwenta, sprawdzamy paszport, wbijamy pieczątkę i puszczamy dalej. Wszystko
wygląda na bardzo proste, ale bardzo szybko przekonujemy się, że nie każdy może
przekroczyć nasze granice. Łączymy fakty (przy pomocy specjalnego narzędzia na
naszym stoliku) i decydujemy czy pozwolić osobie przejść czy też nie.
Niezgodne
dane, zła płeć w dokumentach, itp. to wszystko, czego będziemy szukać
pierwszego dnia. Grając udało mi się bardzo szybko wyczuć pewną monotonność w
akcji gry, ale też zauważyłem jak genialnie podkręca to klimat tego tworu.
Po
pierwszym dniu okazuje się jak bardzo liczebna jest nasza rodzina - żona, syn,
teściowa i wuj są na naszym utrzymaniu. Nie trzeba długo się zastanawiać żeby
dojść do wniosku, że nasza wypłata ledwo starcza na przetrwanie dnia. Musimy
określić czy wydajemy nasze ciężko zarobione pieniądze na czynsz, jedzenie lub
ogrzewanie (często zdarza się, że nie na wszystko starcza). Jeżeli czegoś nie
opłacimy to odbije się to na naszej rodzinie. Kiedy nie posiadałem
wystarczająco pieniędzy żeby opłacić ogrzewanie mój syn zachorował, a to z
kolei stworzyło nowy wydatek - lekarstwa. I jak tu żyć?
KOLEJNE DNI
Z
każdym kolejnym dniem gra zyskuje na trudności. Pojawiają się nowe dokumenty,
które odwiedzający musza posiadać, przepustki, pozwolenia dla jednego kraju, a
dla innego nie. Trudność rośnie, a my musimy być tak szybcy jak to tylko
możliwe (określa to nasze zarobki z danego dnia) i dokładni. Jeżeli zdarzy się
nam przepuścić kogoś, kogo nie powinniśmy to otrzymamy karę. Z każdym kolejnym
błędem kara rośnie (ostatecznie możemy wylądować też w więzieniu).
Pojawiają
się także problemy moralne. Ja długo zastanawiałem się w momencie, kiedy
odwiedziło mnie małżeństwo. Mąż posiadał odpowiednie dokumenty i błagał o
przepuszczenie jego żony. Jak się okazało, żona miała głupi błąd w papierach. I
co teraz? Zaryzykować karę czy zachować się jak typowy urzędnik i rozdzielić
ich prawdopodobnie już na zawsze?
W
grze pojawiają się także (odpowiednio zaplanowane przez twórcę) zdarzenia,
które pokazują nam, że nie jest tak dobrze jak nasz rząd próbuje nam wmówić.
Pierwszy zamach na granice wbił mnie w krzesło i przez dłuższą chwilę nie
mogłem kontynuować swoich obowiązków kontrolera.
CO IRYTUJE
Rzeczy,
które irytują w "Papers, please" jest mało. Niektórych może irytować
grafika, czy też ciągle dudniąca muzyka. Uważam jednak, że to wszystko było
zabiegiem celowym - klimat to najważniejsze, co ta gra ma do zaoferowania i mam
nadzieję, że nigdy nie będę go musiał odczuć na własnej skórze (w prawdziwym
życiu).

